Diety tuczą

#psychologiajedzenia

Ostatnio rozmawiałam z moim serdeczną koleżanką nt. diet i odchudzania. Rozpoczęłyśmy ten temat w związku z tym, że jestem świeżo upieczoną psychodietetyczką i opowiadałam jej o moich planach przeprowadzenia cyklu warsztatów  dotyczących relacji z jedzeniem (jako pierwsze na tapetę postanowiłam wziąć „nałóg słodyczowy” – sprawdź warsztaty „Jak ogarnąć jedzenie słodyczy, odzyskać kontrolę, spokój i radość życia.”).
W trakcie rozmowy koleżanka spytała czy znam kogoś kto schudł trwale czyli od lat utrzymuje swoja wagę po tym jak po zastosowaniu diety stracił niechciane kilogramy. Powiedziałam, że znam takich ludzi, ale niestety są to tylko 2 osoby…
Za to wiecznie odchudzających się ludzi znam o wiele więcej….
Są to osoby trwające w błędnym kole diety.  Chudną – tyją – chudną – tyją… i tak w kółko…
Były na diecie Ducana, kopenhaskiej, teraz  stosują Dąbrowską…
Wszystkie w/w diety są restrykcyjne i niskokaloryczne i niby powinny działać, ale nie doprowadziły moich znajomych do trwałej zmiany…
Moja rozmówczyni powiedziała, że bliska jej osoba ma problemy z nadwagą i wini za swoje problemy dietę kopenhaską, która kiedyś zastosowała. Fakt schudła wówczas, ale szybko odzyskała wagę z nawiązką i od tamtej pory nie może trwale zrzucić kilogramów…
Jest wiele racji w tym co mówi ta osoba…
Restrykcyjne diety prowadza do tycia.
„Jak to?” masz ochotę spytać.
Ano tak to.
W ogromnym skrócie opowiem o mechanizmie obniżania zapotrzebowania energetycznego, o którym z pewnością słyszałaś_eś. Twoje ciało Cię kocha i najważniejszym jego celem jest zachować Cię przy życiu.
Jego mechanizmy są trochę „przestarzałe”, albo inaczej – „opóźnione”. Przez tysiące lat człowiek żył w świecie, w którym dostęp do jedzenia był znacznie ograniczony. Trzeba było coś upolować, wyhodować, zdobyć, żeby zjeść. Częste były okresy głodu. Więc naturalnym mechanizmem adaptacyjnym stało się obniżanie zapotrzebowania energetycznego przez nasze organizmy. Mówiąc prościej, spowalnianie metabolizmu, by utrzymać nas przy życiu. Bez pożywienia przez dłuższy czas, chudlibyśmy aż do… śmierci głodowej. Organizm musiał się przystosować, żeby temu jakoś zaradzić, odroczyć ten najgorszy scenariusz… I pewnie nie jest to dla Ciebie zaskoczeniem, że ten mechanizm towarzyszy nam do dziś…
Obecnie nasze życie wygląda zgoła inaczej.
Polujemy ewentualnie na rarytasy z oferty de luxe w Aldim czy Lidlu, albo na wolny stolik w uchodzącej za najlepszą restauracji w mieście…
Mamy nieograniczony dostęp do jedzenia. I z tego dostępu korzystamy… Co może objawić się nadprogramowymi kilogramami, które zaczynają nam przeszkadzać i nadchodzi dzień, w któtrym postanawiamy, że chcemy się ich pozbyć. I to jak najszybciej. Zatem rozpoczynamy restrykcyjną dietę. I ta dieta zastosowana za pierwszym razem działa rewelacyjnie. Nie ma w tym magii. Odchudzanie to matematyka. Bilans energetyczny musi być ujemny, żeby schudnąć.  I jak sobie walniemy dietkę 1200 kcal na 7 dni, to nie ma bata. Schudniemy!
Tyle, że w trakcie zadziała mechanizm, o którym mówię wyżej…
Ciało „pomyśli” „Jeny, jeny, alarm, czas głodu – susza, powódź, nie upolowali mamuta! Nie ma żarcia jest zagrożenie! S P O W A L N I A M Y przemianę materii! Do tego dorzucamy obniżenie poziomo leptyny (hormon odpowiedzialny za poczucie sytości) i produkujemy duuuużo greliny (hormon odpowiedzialny za uczucie głodu), żeby GO (człowieka) zmusić do poszukiwania jedzenia i zjadania go jak najwięcej, by móc zrobić zapas tłuszczu i tym samym przetrwać!”.
Podążasz za tym co się wydarzyło? Kończysz dietę i wracasz do normalności. Ale hola hola, teraz jedząc sobie tyle kcal co PRZED dietą, zapłacisz za restrykcje wysoka cenę. Kilogramy powrócą z nawiązka, bo Twoje ciało nie zużywa energii z pożywienia na takim poziomie jak przed restrykcjami. Mało tego. Niejako „zmusza” Cię do „rzucania się” na jedzenie, zawiadując produkcją wyżej wspomnianych hormonów – obniża poziom leptyny byś nie czuła_uł sytości i podnosi poziom greliny byś silniej odczuwał_ała głód… Kleisz co się dzieje?
I tak za parę tygodni/miesięcy odczuwasz efekt jojo…. Więc znowu zaczynasz się odchudzać… Ale efekty nie są takie spektakularne jak za pierwszym razem… Więc obcinasz kalorie i przechodzisz na dietę 1000 kcal…
Czujesz, że będzie ciężko, ale musisz zrzucić przynajmniej  kilka kilogramów.  Wytrzymasz i potem znowu będzie etap wytchnienia, koniec diety, będzie można jeść. Ale niestety kilogramy wrócą. Więc znowu czeka Cię  restrykcyjna dieta. I tak w kółko. Brzmi okrutnie…. Jest okrutne. Okrutnie niesprawiedliwe. I wygląda na to, że nie ma wyjścia z tej sytuacji….
A co jeśli powiem Ci, że jest sposób na przerwanie tego błędnego koła? Że można trwale schudnąć bez restrykcji, jedząc ulubione potrawy i przekąski. Tak. Przekąski. Słodycze i  chipsy! I pieczywo. Nawet Twoje ulubione białe bułeczki! Można. I jest to najlepszy sposób na trwałe schudnięcie i wyrwanie się ze szponów okropnych, restrykcyjnych diet, które nas męczą, dręczą, unieszczęśliwiają i odbierają  radość życia. Ale o tym w kolejnym wpisie…